Site logo

Please or Register to create posts and topics.

Winda, awaria i portfel grubszego pana

Pracuję w biurowcu na dwunastym piętrze. Firma odzieżowa, siedzę w dziale zamówień i przez osiem godzin dziennie wbijam w komputer cyferki, które później ktoś wysyła do magazynu. Nie jest to wymarzone zajęcie, ale płacą jakoś, a na dzisiaj starczy. Najgorsze są dojazdy. W godzinach szczytu tramwaje zapchane, ludzie pchają się łokciami, a ja stoję i myślę: „Czy to ma sens?”

Zeszły piątek był wyjątkowo koszmarny. Rano spóźniłem się na tramwaj, potem szef zrobił awanturę o raport, który wysłałem w złym formacie. Po południu, gdy myślałem, że dzień nie może być gorszy, wsiadłem do windy. Drzwi się zamknęły. I nic. Winda stanęła między piętrami. Ciemność, tylko awaryjne światło. Nacisnąłem przycisk alarmu. Nic. Zacząłem walić w drzwi. Cisza. Po dziesięciu minutach zorientowałem się, że jestem tu sam, nikt nie słyszy, a telefon ledwo łapie zasięg.

Siedziałem na podłodze windy, plecami oparty o ścianę, i czekałem. Na początku panika. Potem złość. Potem akceptacja. No utknąłem, trudno. Ktoś w końcu przyjdzie. Żeby zabić czas, wyciągnąłem telefon. Na szczęście bateria była pełna. Internet działał, ale wolno. Zacząłem przeglądać przypadkowe strony. Wszedłem na jakieś forum, potem na inna strone, potem przypadkiem – naprawdę przypadkiem – trafiłem na wpis, w którym ktoś opisywał swój wieczór z vavadaa. „Siedziałem w autobusie, z nudów wbiłem i nie żałuję” – napisał. Pomyślałem, że w windzie jest podobnie. Tylko gorzej, bo nie ma widoków.

Zarejestrowałem się. Cała procedura zajęła mi tyle, ile trwało kolejne, nudne minięcie w windzie. Wypełniłem dane, potwierdziłem SMS-em. Wrzuciłem stówkę. Kwota nie bolała, a w sytuacji, gdy wisisz między jedenastym a dwunastym piętrem, wszystkie kwoty wydają się mniej ważne. Wybrałem pierwszy slot z brzegu – motyw dżungli. Małpy, banany, zielone liście. Kręcę. Nic. Kręcę. Dwadzieścia złotych. Kręcę. Znowu nic.

Byłem może dziesięć minut w grze, kiedy usłyszałem głosy na klatce schodowej. Ktoś wołał: „Jest tam kto?”. Zacząłem walić w drzwi windy. „Tak! Utknąłem!”. „Już idzie pomoc” – odpowiedział głos. I wtedy, dokładnie w tym momencie, gdy do windy mieli wejść technicy, mój ekran rozbłysnął. Symbole ułożyły się w trzy małpy. Potem cztery. Potem odpaliła się premia. Darmowe spiny kręciły się same, a saldo rosło w oczach. 100, 200, 500. Słyszałem, że ktoś majstruje przy drzwiach, ale nie mogłem oderwać wzroku od ekranu. 800. 1100. Drzwi się otworzyły. Stał przed nimi pan z łomem i zdziwioną miną. „Wszystko dobrze?” – zapytał. „Jest super” – odpowiedziałem, patrząc na saldo, które zatrzymało się na 1450 złotych.

Wyszedłem z windy. Technicy patrzyli na mnie, jakbym był w szoku. Tylko że ja nie byłem w szoku. Ja byłem w euforii. Podziękowałem im, wsiadłem do schodów (już pieszo) i wyszedłem z biurowca. Na zewnątrz świeciło słońce, a ja miałem w kieszeni wygraną za stówkę, którą wrzuciłem w zapadającej windzie.

Wypłaciłem wszystko od razu przez telefon. Transfer na kartę. Potwierdzenie przyszło, zanim dotarłem na przystanek. Przez cały weekend chodziłem z głupim uśmiechem. W sobotę zabrałem dziewczynę do fajnej restauracji, na którą normalnie bym nie wydał. Zamówiłem butelkę wina, choć zwykle bierzemy tylko po jednym piwie. Patrzyłem na nią i myślałem: „Gdyby nie ta pieprzona winda, nie byłoby tego wieczoru”.

Oczywiście, w niedzielę wróciłem do vavadaa. Nie mogłem się powstrzymać. Wrzuciłem stówkę. Pograłem z godzinę. Przegrałem. Bez emocji. Zamknąłem i poszedłem obejrzeć serial. Nie bolało. Bo ta pierwsza historia – ta z windy, z łomem w tle, z panem technikiem, który myślał, że mam udar – była moją małą legendą. Nie da się jej powtórzyć. To był zbieg okoliczności: zły dzień, awaria, nuda i przypadek, który akurat stanął po mojej stronie.

Do dzisiaj, gdy wsiadam do windy w biurowcu, uśmiecham się do siebie. Współpracownicy myślą, że to śmieszne. Nie tłumaczę im dlaczego. To moja tajemnica. Ale gdybym miał komuś doradzić – nie szukaj szczęścia na siłę. Ono lubi przychodzić w najmniej oczekiwanych momentach. Na przykład między jedenastym a dwunastym piętrem. W zamkniętej windzie. Przy zgaszonym świetle. Wtedy, gdy masz już wszystko gdzieś. Wtedy właśnie może się zdarzyć. I zdarzyło się mnie.